Marne tłumaczenia wynikają ze złych przetargów
Rzeczpospolita
6 kwietnia 2005
Tłumaczom unijnych aktów prawnych stawia się za małe wymagania, o wyborze oferty decyduje cena, a nie umiejętności.
PRAWO EUROPEJSKIE Przekłady unijnych aktów prawnych
(c) PAWEŁ GAŁKA
Opisywanych kilkakrotnie na łamach "Rz" problemów z jakością tłumaczeń aktów prawnych Unii Europejskiej można by uniknąć, gdyby zmienił się sposób zamawiania usług przekładu na polski. Przedstawiciele agencji tłumaczeń twierdzą, że w przetargach organizowanych przez rządowe instytucje najczęściej jedynym kryterium jest cena, choć przepisy pozwalają stosować także inne. Niestety, im lepszy tłumacz, tym wyższe jego wynagrodzenie.
Tanio nie znaczy dobrze
Rzeczywiście, tłumaczenia wykonywane przez indywidualne osoby są tańsze. Rynkowa cena za standardową stronę tekstu to wtedy ok. 25 - 30 zł. Agencje za to samo chcą 35 - 40 zł.
- Tymczasem w jednym z przetargów organizowanych przez Ministerstwo Finansów wygrała oferta z ceną ok. 22 zł za stronę, co oznacza, że zwycięska firma musiała zatrudniać studentów, którym płaciła po 15 zł - ocenia Maciej Światełko-Nachtlicht, szef agencji tłumaczeń Awangarda Polska.
Nieco inną politykę stosuje Ministerstwo Gospodarki i Pracy. Tam w przetargach na wykonanie tłumaczeń stosuje się zasadę: 50 proc. cena, 50 proc. jakość. Szefowie agencji tłumaczeń przytaczają przykłady Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej czy też Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, gdzie liczyła się przede wszystkim cena. - W polskiej rzeczywistości specyfikacje przetargowe na tłumaczenia mają nierealne ustalenia, wskazujące tylko i wyłącznie na ignorancję przygotowujących je urzędników - mówi Monika Sokołowska, szefowa biura tłumaczeń Intertext. Dodaje przy tym, że zła ustawa i tak musi zostać poprawiona. - Gdy przedsiębiorcy działają na podstawie nieprawidłowych przepisów ustawy, narażają się na dodatkowe koszty i nieprzewidziane straty - uważa Sokołowska.
Jak zaradzić temu problemowi? Maciej Światełko-Nachtlicht jest zdania, że można by powołać specjalną rządową agencję zajmującą się tłumaczeniami prawa - tak zrobiła Estonia. Inna jego propozycja przypomina rozwiązania przyjęte przez Komisję Europejską, która korzysta ze sprawdzonych agencji tłumaczeń.
Potrzebne doświadczenie
Prostszym wyjściem wydaje się lepsze przygotowywanie procedur zamówieniowych. Zdaniem prezesa Urzędu Zamówień Publicznych najlepszy byłby tryb przetargu ograniczonego. Jest to wciąż procedura konkurencyjna, ale zamawiający ma większy niż przy przetargu nieograniczonym wpływ na to, kto będzie mógł uzyskać zamówienie.
Jak przygotować przetarg, aby gwarantował jak najlepsze tłumaczenie? - Zamawiający powinien przede wszystkim postawić precyzyjne warunki udziału. Może wymagać, aby oferenci dysponowali określoną liczbą tłumaczy legitymujących się odpowiednimi kwalifikacjami, dyplomami. Jeśli tłumaczone mają być akty z konkretnych dziedzin, np. prawa budowlanego, może również postawić warunek, aby tłumacze mieli doświadczenie w przekładzie takich tekstów. Ma prawo żądać, aby oferenci wykazali się doświadczeniem w wykonywaniu podobnych zleceń - wyjaśnia Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.
Nie tylko cena
Precyzyjne warunki to nie wszystko. Wiele zależy również od kryteriów ostatecznego oceniania ofert. Oczywiście zamawiający musi dokładnie sprecyzować, za co będzie przyznawał dodatkowe punkty.
Jakość można ocenić na podstawie przedstawionych próbek tłumaczeń. W specyfikacji przetargu znajdowałby się wówczas tekst w wersji oryginalnej zawierający sformułowania z tłumaczonej dziedziny. Najwyżej punktowane byłyby próbki bez żadnego błędu. Za każdą ułomność odejmowano by określoną liczbę punktów.
Bat na nierzetelnych
Batem na nierzetelnych tłumaczy mogą być kary umowne. - Co do zasady, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wpisać je do umowy. Oczywiście kary nie mogą być zbyt surowe, bo może uchylić je sąd. Przy ewidentnych pomyłkach sprawa jest oczywista, ale trzeba pamiętać i o tym, różni tłumacze mogą różnie przełożyć takie same fragmenty tekstu - uważa mec. Robert Krynicki, radca prawny zajmujący się zamówieniami. Jedno jest pewne - tłumacz, wiedząc o tym, że za każdy błąd dostanie np. o jeden procent mniejszą zapłatę, bez wątpienia będzie zmotywowany do lepszej pracy.
PAWEŁ ROCHOWICZ, SŁAWOMIR WIKARIAK
PRZEMYSŁAW SURMA Z BIURA TŁUMACZEŃ PRAWNYCH I EKONOMICZNYCH
Agencje często współpracują z zewnętrznymi tłumaczami, tzw. freelancerami. Zlecanie im zadań przez Internet dobrze sprawdza się w wypadku tekstów standardowych, a gorzej w wypadku specjalistycznych i skomplikowanych dokumentów. Praca na odległość jest świetnym rozwiązaniem dla osób doświadczonych, mających wysokie umiejętności zawodowe. Kosztem telepracy jest natomiast wolniejsze pogłębianie umiejętności zawodowych: tłumacz często pracuje w izolacji, nie zawsze otrzymuje informację zwrotną na temat wykonanego zadania, co utrudnia podnoszenie jakości tłumaczeń. W modelu pracy zespołowej tłumacze uczą się wzajemnie od siebie.
Na jakość tłumaczeń korzystnie wpływa też pomoc zewnętrznych specjalistów i weryfikatorów, która pozwala na eliminację błędów na etapie redakcji.
JAM
|